close
Lifestyle

Jak żyć z alkoholikiem?

Z tym problemem mierzę się od lat. Nieustannie walczę o to, by było lepiej, ale czasem po prostu brakuje mi sił. Życie pod dachem z alkoholikiem, to ogromny ciężar. Czasem bywa lepiej, czasem gorzej. Nigdy nie można być pewnym kolejnego dnia.

Może zaczniemy od początku, od tego, jak do tego doszło. Wszystkie takie historie mają swój punkt kulminacyjny, który niezależnie od przyczyn, przynosi podobne rezultaty.

Picie alkoholu to niemal domena Polaków. Nie ograniczają się do niego tylko mężczyźni, bo i kobiety potrafią iść z nimi w łeb w łeb. Imprezy są huczne, długie i niemal zawsze kończące się sporą ilością procentów we krwi nad rankiem. Czy to źle? Oczywiście, że nie. Alkohol pasuje do zabaw jak popcorn do kina, więc rezygnowanie z niego tylko dlatego, że przynosi takie, a nie inne skutki, byłoby lekką przesadą.

Co jednak w momencie, gdy zaczynamy przekraczać rozsądną granicę i łapiemy za butelkę nawet w dni powszechne? Pojawia się problem.

alkoholizm-2

W mojej rodzinie problem dotknął tej bliższej mi osobie, tej, która była mi najważniejsza w dzieciństwie oraz w okresie, gdy wkraczałem w dorosłość. To do tej osoby kierowałem swoje problemy, prośby, to jej się zwierzałem i ją najtrudniej byłoby mi stracić.

Alkoholikiem w mojej rodzinie jest moja mama.

Zaczęło się od niewinnych, towarzyskich spotkań z przyjaciółkami. Czasem na naszej wykupionej działce, nieraz po sąsiedzku, mieszkanie obok. Początkowo były to jedynie weekendy, czasem mocniejsze, czasem słabsze. Jako szkrab, nie bardzo jeszcze obeznany w tych tematach, po prostu nie pytałem. “Moja mama też może odpocząć”, myślałem. “Cały dzień tylko gotuje, prasuje, pierze i sprząta”, tłumaczyłem sobie. Oczywiście nie stanowiło to odpowiedzi na problem, ale pozwalało dziecku zrozumieć sytuację. Przynajmniej w tej naiwny, dziecięcy sposób.

Z czasem było gorzej. Przypadki “od czasu do czasu”, zamieniły się w szarą codzienność. Było tak, że cały tydzień moja mama wracała późno do domu i awanturowała się. Nieraz z ojcem, nierzadko ze mną.

Nie dawałem sobie z tym rady. Zacząłem zaniedbywać naukę, znajomych, stałem się opryskliwy i bardzo trudny w obyciu. W tamtym czasie trudno było się ze mną porozumieć. Nie korzystałem z pomocy psychologa, bo wiedziałem, że pogłębi to tylko problem. Zacząłem się przyzwyczajać, później ignorować, aż w końcu przeciwdziałać.

Chwile spokoju następowały tylko wówczas, gdy organizm mojej mamy już nie wyrabiał. Musiała biegać po lekarzach, bo jej stan był coraz gorszy. Leki były swoistą barierą. Odciągały ją od alkoholu i pozwalały mi choć na chwilę odzyskać osobę, którą tak kochałem.

Po pewnym czasie przychodziło zdrowie, a z nim powracały trunki. Przerwa nie wpłynęła pozytywnie na częstotliwość. Wprost przeciwnie – było gorzej. Toczyło się koło. Popadanie na zdrowiu, podleczenie się i powrót do nałogu.

Ciężko było to kryć w nieskończoność. Wpierw, z oczywistych powodów, dowiedziała się rodzina. Z czasem sąsiedzi, gdyż awantury stawały się coraz to głośniejsze. Po pewnym okresie wiedzieli już nawet ci, których nie kojarzyłem. Nietrudno dojść do prawdy, gdy widuje się kogoś codziennie z torbą wypełnioną piwami. Tanie, w plastikowych butelkach, duże, jak najmocniejsze. Kto kupuje tego typu specyfiki? No właśnie…

alkoholizm-3

Im byłem starszy, tym bardziej to ignorowałem. Nie chciałem marnować sobie życia. Miałem przed sobą maturę, egzamin zawodowy, a następnie studia. Byłby to najgorszy czas na załamywanie się. Byłem silny. Nie poddałem się.

Dzisiaj nie jest lepiej. Choć jestem dorosły i wkrótce wyfrunę z domu, wciąż jest mi jej żal. Nie wie co czyni, choć idzie w zaparte, że nie ma problemu. Tak mówi każdy alkoholik. Tak kończy każdy, kto nie daje sobie pomóc. A pomagać próbowałem, ale nie mogę nikogo ubezwłasnowolnić.

Co można zrobić?

Recepta jest prosta: walczcie. Próbujcie tej osobie pomóc. Czasem zdrowy rozsądek już nie działa, nie można do niego przemówić i należy podjąć bardziej stanowcze kroki. Może uda Wam się przekonać osobę z problemem, że warto wybrać się na terapię. Nie bierzcie udziału w awanturach, dajcie się wygadać lub wykrzyczeć. Spróbujcie wyeliminować z domu alkohol. Puszki, butelki, manierki. Poza tym musicie być silni, stanowczy. Nie możemy pozwolić, by takie problemy wpływały na nasze życie. Musimy je przeżyć sami, więc i nie możemy żyć czyimiś trudnościami. Nic więcej tak naprawdę nie możemy. Polskie prawo na to nie pozwala, sumienie czasem też. Jeśli wszystkie możliwości okażą się chybione, musicie odpuścić. Czasem nie da się inaczej.

Co ja postanowiłem?

Przez te kilka lat życia, cała ta chora sytuacja, odebrała mi sporo energii. Pozbawiła radości życia, która zamieniła się w płacz, cierpienie, aż na końcu w zupełną obojętność. Teraz jestem dorosły i chcę żyć na własny sposób.

Nie popełnię tego samego błędu. Będę lepszy. Nie pójdę w ślady mojej mamy. Tylko tyle mogę.

Do następnego!

Sebastian Kosteczka

Autor Sebastian Kosteczka

Z zawodu Informatyk pracujący jako Administrator w Wirtualnej Polsce. Sporadyczny, hobbystyczny, bardzo przeciętny pisarz. Maniak nowych technologii i wierny posiadacz urządzeń spod loga Apple. Na co dzień prosty chłopak niewyróżniający się z tłumu. Skrajnie uzależniony od kawy oraz słodyczy. Stworzył Nietuzinkowego po to, aby móc dzielić się ze swoimi pasjami oraz poglądami ze znanym mu światem.