close
Ciało i zdrowie

Co jeść podczas diety? #1 – Hummus, naleśniki

Przyszedł czas na pierwszy wpis z cyklu, który planowałem już od początków istnienia tego bloga. W końcu od dawna powtarzam Wam o diecie, ale rzadko rzucam jakieś konkrety. Przydałoby się zerwać z tym głupim nawykiem, a więc począwszy od dzisiaj, wszystkie notki z tej kategorii, o ile nie będzie ich za dużo, staną się pomocne i rzeczowe. Zaczniemy od prostych przykładów i wraz z rozwojem cyklu, zacznę podrzucać coraz to bardziej skomplikowane i ciekawe przepisy. Zaczynajmy!

  1. Hummus. Pasta z cieciorki to najlepszy przyjaciel w diecie. Smaczna, zaspakaja głód i może posłużyć nam za alternatywę dla niezdrowych i tuczących przekąsek. W połączeniu z warzywami lub bardziej klasycznie, chlebem, jest najlepszym co mogło mi się przytrafić, gdy zacząłem szukać potraw, które mógłbym ze spokojem pałaszować podczas odchudzania, a przy tym nie przeklinać wszystkiego, bo smakuje słabo. Dokładnego „jak to jest zrobione” tu nie znajdziecie, bo wpis też mi na to nie pozwoli, ale na pewno pojawi się osobny artykuł poświęcony hummusowi. Obiecuję!
    Co jest nam potrzebne? Ciecierzyca, pasta tahini (o niej za chwilę), cytryna, 2-3 ząbki czosnku (można mniej), sól, pieprz, woda i oliwa z oliwek (można zastąpić innym roślinnym olejem, ale nie polecam). Często dodaje się także kumin oraz natkę pietruszki.
    W skrócie: jak zrobić? Najważniejszym składnikiem jest cieciorka. Musimy ją dobrze przygotować. Instrukcja z opakowania najpewniej wystarczy. Jeśli już będzie miękka i ugotowana, reszta nie powinna przysporzyć nam problemów. W końcu musimy uzyskać pastę. Czosnek traktujemy praską, a natkę pietruszki drobno siekamy. Wyciskamy sok z cytryny. Ciecierzycę miksujemy na gładką pastę, dodając stopniowo resztę składników (w tym też pastę tahini i kumin). Jeśli konsystencja jest za ciężka, dodajemy wody (ja używam mineralnej). Po uzyskaniu oczekiwanego efektu, przekładamy do miseczki, polewamy oliwą z oliwek i posypujemy pietruszką.
    Porada na szybko: Cieciorka jest najlepsza po wielogodzinnym moczeniu się w wodzie! Jeśli chcecie uzyskać najlepszy smak (i efekt), zostawcie ją na całą noc, a dopiero później ugotujcie.

hummus

  1. Pasta tahini. Niezbędny składnik hummusu. Wyjątkowo prosta do zrobienia i bardzo skromna w listę składników. Dużo zależy od jej wykonania, ale nawet najmniej obeznani z kuchnią, mają szansę stworzyć jej akceptowalną wersję.
    Co jest nam potrzebne? Szklanka sezamu i kilka łyżek (im mniej, tym lepiej) oliwy z oliwek. Tu także możemy pokusić się o inne roślinne oleje. Nie polecam. Po prostu istnieje taka możliwość.
    W skrócie: jak zrobić? Sezam musimy uprażyć na patelni. Nie wsypujmy całej szklanki na raz! Nasz bohater musi nabrać delikatnego, złotego koloru, a nie się przypalić! Jeśli zawalimy, stanie się gorzki. To zepsuje nam całą potrawę. Po tej czynności przekładamy go do blendera lub młynka i rozdrabiamy. To może trochę potrwać. Musi puścić olej, który doprowadzi go do idealnej konsystencji. Jeśli brakuje mu gładkości, dolewamy oliwy. Jedna łyżka u mnie zazwyczaj wystarcza. Gotowaną pastę tahini przekładamy do słoiczka i zużywamy do miesiąca.
  2. Naleśniki. Tutaj nie będę się rozpisywał, bo nie chodzi o nowy sposób ich smażenia czy przygotowywania, a o zmianę składników, które stosujemy przy ich gotowaniu.
    W skrócie: co na co zamieniamy? Najważniejszą zmianą jest wybór odpowiedniej mąki. Porzućmy pszenną na rzecz zdrowszych i zdecydowanie mniej wpływających na nasz wygląd. Jaką wybrać? Lista jest długa, ale niekoniecznie każda jest łatwo dostępna. Jeśli mieszkamy poza miastem lub w na tyle małym, że sklepów z zdrową żywnością na próżno tu szukać, sięgnijmy po pełnoziarnistą, razową, żytnią lub zróbmy własną, owsianą. Jak się do niej zabrać? Wystarczy młynek i płatki owsiane. Po przesianiu jest gotowa!
    W następnej kolejności porzućmy stosowane przez nas oleje. Zastąpmy je nieco droższym, ale zdrowszym, kokosowym lub z pestek winogron. Pamiętajmy o punkcie dymienia i rafinacji! Pierwszy wskaźnik musi być wysoki, zaś drugi w ogóle nie występować! Nie topmy naleśników w tłuszczu. Do ciasta dodajmy jak najmniej, a patelnię zwilżmy ręcznikiem zamoczonym w oleju.
    Mleko może nie jest czymś szczególnie grzesznym, ale warto zastanowić się nad jego wyborem. Jeśli lubimy zwierzęce, wybierajmy te mniej tłuszczowe. Nie mamy oporów przed roślinnymi? Sięgajmy po sojowe lub migdałowe. Nasza potrawa uzyska nieco innego smaku, ale może akurat się w nim zakochamy?

To dzisiaj na tyle. Choć to zaledwie dwie możliwości (bo pasta tahini jest jedynie składnikiem), wkrótce pojawi się ich znacznie więcej. Po miesiącach stosowania diety i ponad roku życia na zdrowych posiłkach, zebrało mi się naprawdę dużo porad i przepisów. Teraz mogę zrobić kolejny krok i podzielić się nimi z Wami!

Do następnego!

Sebastian Kosteczka

Autor Sebastian Kosteczka

Z zawodu Informatyk. Sporadyczny, hobbystyczny, bardzo przeciętny pisarz. Maniak nowych technologii i wierny posiadacz urządzeń spod loga Apple. Na co dzień prosty chłopak niewyróżniający się z tłumu. Skrajnie uzależniony od kawy oraz słodyczy. Stworzył „Nietuzinkowego” po to, aby móc dzielić się ze swoimi pasjami oraz poglądami ze znanym mu światem.